Museo de la Sol

I znów jestem w Kolumbii. Mam strasznie napięty plan w tygodniu (pierwszy raz dwa garniaki mam ze sobą, jak nigdy), ale cóż po pierwszym negatywie co można było przeczytać poniżej to klient mojej kompanii zażądał abym, jeśli mogę tu się pojawił, bo w tydzień ogarniam wszystkie zachcianki jakie przez rok się zebrały i wszyscy mają rok spokoju.

Jako, że dzisiejszy dzień, to czas na zmianę strefy czasowej to zostałem zaproszony na zwiedzanie takiej kolumbijskiej Wieliczki – Znajduje się ona 50km od Bogoty.

Języków należy się uczyć – a szczególnie hiszpańskiego jeśli jedziemy do latynoskiej ameryki – był przewodnik, były opisy przedmiotów ale ja nic nie rozumiałem 🙁 Dobrze, że co kilka(naście) zdań słyszałem krótkie streszczenie w języku angielskim.

Może trochę historii na początku. Wiecie jak Hiszpanie dostali się do Bogoty? Jeśli nie to zamieszczam zdjęcie – czerwona strzałka oznacza drogę Hiszpanów w kierunku Bogoty.

Muzeum jak muzeum – nie pamiętam Wieliczki więc nie jestem w stanie porównywać więc tylko fotki na samym końcu wpisu.

Jeszcze jedno, o czym dziś chciałem wspomnieć. To moja czwarta wizyta w Kolumbii, jednakże ostatnie trzy zawsze powiązane były z moim wewnętrznym strachem, który może wywołać obejrzenie telewizji, przeczytanie nawet polskiej wikipedii, więc nigdy nie wychodziłem na miasto sam. No może ostatnim razem po piwo czy papierosy, ale nie dalej niż kilometr. Tym razem po muzeum i lunchu zostałem odwieziony i pozostałem sam, ale dowiedziałem się wcześniej że wszystko mam zostawić w hotelu (nawet paszport), wziąć jakieś ID (ja wziąłem dowód osobisty) i potrzebną gotówkę i spokojnie się poruszać po Bogocie w moim rejonie. Przyznam że tak było, zwiedziłem dziś sam kilka centrów handlowych. Napiłem się Club Columbia w barze i wróciłem do hotelu. Przeszkadzało mi tylko, że nie znam hiszpańskiego, ale jak chcesz się dogadać zawsze staniesz na rzęsach aby druga osoba Cię zrozumiała. A Ci drudzy – kolumbijczycy – są spoko!