Czasu nie należy zmieniać

Ostatnio pojawiły się pomysły aby czasu, w końcu, nie zmieniać pomiędzy letnim a zimowym.

Z pomysłem zgadzam się w pełni.

Nie zgadzam się, z pseudo ekspertami IT, którzy twierdzą, że grozi nam katastrofa – w kolokwialnych słowach – „grożą nam piardyliony złotych” wydatków związaną ze zmianą strefy czasowej.

Ale czy na pewno? 

NIE!!!

Istnieje już taka strefa czasowa nazywa się „Kaliningradzką” i ona jest tym wyznacznikiem i tą strefą w którą wejdziemy bezkosztowo gdy postanowimy nie zmieniać, w końcu, czasu. (Nawet Microsoft przygotował poprawkę dla, niewspieranego, Windows XP). Niestety, systemy bazujące na jeszcze starszych systemach muszą zostać zaktualizowane, ale… jest to bardziej skutek oszczędności „właściciela businessowego”.

Wiem, że dla niektórych przetrawienie strefy Kaliningradzkiej jest trudne, ale chyba każdy wolałby pójść do pracy jak jest jasno, a także wrócić z niej gdy słońce nadal widnieje na horyzoncie.

Mi5

Widzieliście poniżej w blogu, że uwielbiam firmę Xiaomi i także ich system oparty o Androida MIUI (Teraz w wersji już 7mej).

Nie tylko ja uwielbiałem Xiaomi, ale także moja partnerka do czasu… Gdy wychodząc z gorącego miejsca, jaką była pizzeria do zimowego, polskiego miejsca, którym był zaparkowany samochód pękła szybka.

Na zamianę dostała moją Nokię 930 (z Windowsem 10). Niestety tam też padła szybka, ale już w pełni z winy użytkownika.

Niedawno, po tym fakcie myśleliśmy o kupnie nowego telefonu i padło na Xiaomi Mi5, bo przecież Mi4 rządził…

I kupiliśmy…

I..:

  • Syn stwierdził – „wygląda jak Samsung S6”
  • bootloader był zablokowany – odblokowanie wygląda następująco – logujemy się na stronie (używając konto Mi) i musimy czekać 10 dni dopóki ktoś nie kliknie. (W każdym szanowanym się telefonie odblokowanie trwa kilka sekund :()
  • wersja bez polskiej wersji zawierała „piardylion” rzeczy w ogóle niepotrzebnych…

Mam już wersję polską, po odblokowaniu bootloadera, ale gdybym myślał nad kupnem telefonu to Xiaomi wybiję każdemu co chciałby kupować pomimo tego, że software mają wspaniały.

Ciekawostka – A wiecie że nie działa mi LTE? To dałoby się odblokować software’owo… Ale Xiaomi ma to w dupie… Więc mam fajny telefon… Ale w Europie LTE nie działa.

Jedyne za co kocham Xiaomi Mi5 (a wcześniej Mi4) to IRDA i MiPilot! Szkoda 🙁

\m/

Wczoraj pożegnaliśmy Piotrka na Komunalnym Cmentarzu Północnym, motywem, który zapamiętałem bardzo dobrze przez to, że w pewnym momencie się przerwał był to Before z Second Life Syndrome.

\m/

Czy życie pięknym jest?

Dziś dowiedziałem się że mój kumpel nie żyje.

Z kumplem przeżyliśmy troszkę wspólnie używając IRCa i kanału #metalpl. Byliśmy piękni i młodzi, co czwartek spotykaliśmy się pod Gęsią, szliśmy do Parku. Później On – stał się bardzo popularny! A już my, malutcy, chodziliśmy już na jego koncerty… (lecz on nigdy nie czuł się być celebrytą!)

Ostatnio bawiliśmy się przed świętami spotykając całą grupę ludków z przed 15 lat. Było genialnie, jak 15 lat temu!

I dziś słyszę, że odszedł wczoraj! Jak to! Czemu? (NIEMOŻLIWE!!!)

Był pierwszym na świecie celebrytą, którym się w ogóle nie czuł (A był!). Najlepszy gitarzysta progresywnego metalu – Piotr Grudziński – „Grudzień”, „Monk”.


Mistrzu! Wpadam w przyszłości, mam nadzieję, że tam wyżej wódeczka się może chłodzić 🙂

 

I’m going to come back :)

Witajcie, witajcie…

To ja dobrawek!

Przymierzam się do powrotu. I jak sami widzicie, że stronka ma kłódeczkę to na prawdę wrócę… Jest co opisywać!

A co chcecie? Wynurzenia – typu syn mi się urodził? A może co technicznego o komorkach tzn. MIUI lub Cyanogenmod, a może DD-WRT czy może FreeNAS – moje najnowsze odkrycie?

No dobra… Obiecuję że wracam i będę pisał …co jakiś czas! Może nie o podróżach bo się skończyły, ale o czymś interesującym.

MIUI

Jestem zakochany w chińskim Androidzie… Tak zaczynam, na chwilę, znów…. Zrecenzuję Mi4 na tle konkurencji Androidowej…

Tylko czekam na właścicielkę, aby wróciła do domu, aby zrobić screenshooty…

BRB!

Cape Town

Już myślałem, że świat skończył się na podróżach po Europie i urlopowych wojażach, bo od dwóch lat nigdzie służbowo daleko nie latałem, a tu niespodzianka – wczoraj dowiedziałem się, że po długim weekendzie czeka mnie długi lot do Południowej Afryki, gdzie pobędę efektywnie dwa dni i w piątek wsiadam do samolotu i wracam  z powrotem. Tak więc, kilka wpisów z wycieczki, tak jak dawniej oczywiście na blogu zamieszczę.

Jadę na grzyby…

Jakoś nie chciałem pisać czegokolwiek związanego z polityką, ale w związku z tym, że mnie w dzień „W” nie będzie to muszę się usprawiedliwić.

Gdybym był w Warszawie w tę niedzielę to i tak bym nie poszedł na referendum. Nie mam ochoty strzelać w ciemno. Jeśli miałbym możliwość uczestniczenia w wyborach to na pewno bym w nich uczestniczył – wtedy wiem, że głos mój trafia w poczet kandydata. A nie słowa „NIE”. Bo słowem „NIE” to za dużo nie zdziałano, prócz tygodnika i… wódki 🙂

Tak sobie dziś jechałem samochodem z domu do pracy (jechałem, a nie stałem w korku… i tak jest już od otwarcia POW) i rozmyślałem HGW czy Lech? Lecha lubię, szczególnie tego zielonego w puszce, ale do rzeczy – to co sobie uzmysłowiłem w trakcie jazdy (a że trwa 6 minut a nie 30 jak dawniej to może coś pominąłem) to fakt że nie było tak źle: Veturilo, wiadukt Jerozolimskie-Łopuszańska, most Północny, Nowolazurowa, SKMki, II linia metra, Kopernik, remonty weekendowe (w tym moja Ryżowa), a wcześniej dwa wiadukty w linii Jerozolimskich od Dw. Zachodniego. Z drugiej strony Muzeum Powstania Warszawskiego i niedokończony wiadukt przy Galerii Mokotów.

Może nie pałam sympatią do HGW, ale jeśli nie mam kogoś lepszego do wyboru (a do tych wyborów tylko rok), to po co mam sobie „nasrać” w ogródku. Jadę na grzyby… wracam po zamknięciu lokali wyborczych.

O wszystkim i o niczym…

Wraca dobrawek marnotrawny. Coś chyba napisze.

…chyba w przyszłości 🙂

Trochę tematów typowo programistycznych przedstawię gdzie indziej, ale będę pisał 🙂 Dam znaka. …ale kod nadal piszę, lecz już na bloga już od dawna nie mam czasu, tak samo już nie podróżuję w dziwne zakątki świata i… myślę, że nie będę już…

Niemieckie wakacje

Od kilku lat zalewają media informacjami na temat upadłości firm turystycznych, a dodatkowo w tym roku wyjście armii nie tylko groziło Egiptowi… A Greków za to co zrobili dla EU po prostu ignoruję i dla mnie tego kraju nie ma w moich wycieczkowych planach (Nie mówię tu o kapelach Sepitic Flesh czy Rotting Christ!).

Tak więc byłem w kropce, bo niestety, trzeba spędzić wakacje w terminie obowiązkowym, bo młody idzie do pierwszej klasy w tym roku. Więc? Pomyślmy chwilę… Jest autostrada do Niemiec… A dalej będą wakacje. I tak było, ale po kolei.

Miesiąc temu został tydzień na wyjazd! Nie było pomysłu na wakacje, a polskie biura cenami zabijały… Zalogowaliśmy się na stronę holidaycheck.de (nie porównywać z holidaycheck.pl, bo tam tylko polskie ubogie oferty) i zaczęliśmy szukać. Cel – Ciepło ale… – NIE Grecja, Turcja i nie Egipt! Więc wyszło, po kilku wizytach, że wakacje spędzimy na Kanarach…

Cel – Playa Taurito – Hotel Paradise, lecz z Berlina a nie z Warszawy.

I tu właśnie… zaczyna się moja opowieść, która poniżej 🙂

Każdy latający na wakacje z Okęcia przyzwyczaił się do lotów czarterami, gdzie każda, nawet mała woda kosztuje, a o jedzeniu można pomarzyć…  A wiecie, że tak nie jest wszędzie? Ja też nie wiedziałem – okazało się, że lecieliśmy z Berlin Tegel lotem rejsowym – my dostaliśmy kanapki (większe niż w LOTcie), młody dostał piłkę i kredki.

Tu mała dygresja, bo LOT przeżywa kryzys, więc troszkę moich wynurzeń na ten temat: Czemu LOT lata do Kairu a nie lata do Sharm? Hurgada? Kanary – Teneryfa? Gran Canaria? Wtedy zamiast czarteru można rezerwować miejsca dla podróżnych i czartery nie miałyby sensu. Ale co się mądrzę – spółka skarbu Państwa się zadłuży a ja w podatkach zapłacę…

I wracając do wakacji… Autostrada A2 – 5 godzin – i jest się w Berlinie – tu – oczywiście zamówiony parking pod samym lotniskiem 78 EUR za 15 dni – dojazd na sam terminal (i z powrotem)  w cenie. Sam terminal wiał nudą i lekką dozą terminalu Etiuda – na piechotę szliśmy do samolotu!

Jednakże, jak już pisałem wcześniej, lecieliśmy do Las Palmas lotem rejsowym co oznaczało pełną, bezpłatną, opiekę podczas lotu i… przyznam jako Frequent Travellerr  Lufthansy, że  airBerlin zadziwił mnie bardzo pozytywnie.

Reszta  – dwa tygodnie – wakacji przebiegała zgodnie z tym samym co kupiłem – jak w niemieckim zegarku – wróciliśmy dokładnie tym samym, co nam oferowano, lotem – oczywiście rejsowym. Dodatkowym, cudownym, jak na tę chwilę, posunięciem było przesunięciem nas z hotelu 3* na 4*… W cenie!

Cóż, muszę stwierdzić, że już nie zaryzykuję wakacji z Polski, wolę przejechać pięćset kilometrów – bo tam jest lepiej i taniej! I… Panie Ministrze – VAT 19% 🙂