Anathema. Kapela, którą kocham za płytę Eternity i Alternative 4, na której koncertach bywałem kilkakrotnie, ostatnio w zeszłym roku w Krakowie, wydała nową płytę. Nie da się przejść obok niej bez jakiegokolwiek komentarza, jak dla mnie jest kontynuacją tego co pojawiło się w płycie Judgement, jednakże nie jest to powtarzanie starych schematów, a ciągłe poszukiwanie nowych, lecz cały czas w tych samych klimatach. Mi płyta się podoba, przesłuchuję ją czwarty raz, więc nie mogę więcej napisać, ale mogę pod postem zamieścić klip.
Kategoria: Muzyka
Następny wpadł
Każdy kto mnie odwiedza bierze pałeczki i próbuje swoich sił… Dziś jednak okazało się, że osoba umuzykalniona dużo lepiej chwyta całość. Klika hintów i grał bardzo poprawnie, czytaj rytmicznie, oczywiście kłopoty z drugą ręką, ale to chyba każdy tak ma… Po prostu systematyczny trening czyni mistrza.
Na koniec zapytał ile to kosztuje, bo chętnie by sobie sprawił…
Prawie nic się nie działo
Perkusja w domu troszeczkę zaburzyła mój tryb i długość siedzenia przy komputerze, tak więc przestałem uzupełniać regularnie wpisy. Wczoraj, osoba podobnie kochająca muzykę wzięła pałeczki do rąk i stwierdziła, że mnie rozumie 😉
Żal tylko, że takich sprzętów nie było 15-20 lat temu… Ale jak już pisałem – marzenia są po to aby je spełniać!
I już po weekendzie
Podróżniczo-muzyczno-imprezowy weekend niestety się zakończył. Strasznie dziękuję Madzi i krizowi za gościnę – było super. I te zapiekanki – mistrzostwo świata!
Zacząłem od końca, więc wróćmy do początku. Piątek – gotowy do wyjazdu – znaleziona w szafie ramoneska, w bojówkach można jechać. Tylko jeszcze trzeba było do 15tej popracować. Jak już kilka razy pisałem jeżdżę do Krakowa 7mką przez Radom, jednak po piątkowej trasie doszedłem do wniosku, że chyba zapłacę 16 złotych za A4 Katowice Kraków bo jednak jest szybciej. Czy jadę w zamieć, czy w pięknym słońcu – od Piaseczna do Krakowa – od 4ech do 5 godzin (w śnieżycę). Tyle samo udało mi się przejechać z Krakowa do Poznania, ale o tym później.
Koncert powinien się zaczął się o 20tej, a ja o 19:30 byłem na miejscu, gdy przeczłapaliśmy się do Klubu Studio to była 20:30. Klub, dla porównania z warszawskimi, strasznie mi się podoba, na sali można palić, piwo można wnieść, a gdy, tak jak na Lao Che, była duża ilość widzów (straszny tłok) to piwko podawane jest z dwóch stron sali.
Wracając do koncertu – nie jestem fanem Lao Che – tłumaczyłem krizowi, dlaczego… pomimo tego, że płyta Powstanie Warszawskie jest jedną z najbardziej mądrych i przemyślanych płyt naszego pokolenia. Jednakże, nie bijcie, nie chcę już słuchać o martyrologii. Światła, nagłośnienie – mierne. Muzyka i show dobre. Piwo i jego cena – bardzo dobra.
Zdjęcia kriza można zobaczyć tutaj:
http://www.rockmetal.pl/galeria/lao.che-krakow.10.html
Dzień drugi – cel – zjadamy śniadanie i idziemy na festiwal – „prawie” idealnie osiągnięty – tylko 230 Volt pominęliśmy, ale prawie cały Blindead obejrzeliśmy.
Zdjęcia: http://www.rockmetal.pl/galeria/blindead-rock.metal.fest.2010-krakow.10.html
Szczerze? Tak to jest z wczesnymi godzinami – stanąłem w kolejce po piwo a następnie z daleka słuchałem, publiki było mało na sali. Nie jest to kapelka na starty, bo jest warta posłuchania.
Festiwal rządził się dużym zegarem postawionym na głośniku odmierzającym czas trwania występu. Kriz, sfotografowałeś go?
Jelonek – moje odkrycie, wiem, że już że słuchałem go (Michała Jelonka) w Ankhu ale nie zdawałem sobie sprawy, że tak świetnie radzą sobie (jako zespół) na Koncertach. Nagłośnienie idealne, sala się zapełniła. A ja przysunąłem się bardzo blisko sceny – było warto – show jaki zrobili był jednym z najlepszych tego dnia.
Troszkę się nieswojo poczułem, bo gdy grali Sad But True to wcześniej mowa była o zebranych na sali osób ubranych na czarno. A ja byłem w khaki bojówkach i bordowej koszulce z „knock outa” 🙂 Taki ze mnie „true metal”.
http://www.rockmetal.pl/galeria/jelonek-rock.metal.fest.2010-krakow.10.html
Złe Psy – cóż, nie lubię polskiego hard rocka. Nie mogę za dużo powiedzieć, bo ani tekstów, ani muzyki nie za bardzo trawiłem. Piłem wtedy piwo i zobaczyłem może 10 minut występu.
http://www.rockmetal.pl/galeria/zle.psy-rock.metal.fest.2010-krakow.10.html
CETI – czyli prawdziwie polski heavy metal – jak na początek festiwalu zrobili fajny show, nagłośnienie w miarę. Podobało mi się.
http://www.rockmetal.pl/galeria/ceti-rock.metal.fest.2010-krakow.10.html
Ale cały czas czekałem na Decapitated w całkowicie nowym składzie – wyszli a ja wskoczyłem w tłum – niesamowita energia, technika – pełen czad. Nowy wokalista idealnie zastępuje Covana (ale miłym było to, że wszędzie można było znaleźć ulotki – Covan Wake Up – podobne do bannera po prawej stronie mojego wpisu o 1% podatku aby wesprzeć finansowo). Perkusista też niczego sobie. Dziwnym dla mnie było, gdy żegnali się mówiąc że powodów organizacyjnych muszą kończyć nikt nie krzyczał o bis. Należało się, to był następny zespół który pokazał się na medal po Jelonku.
http://www.rockmetal.pl/galeria/decapitated-rock.metal.fest.2010-krakow.10.html
Następną w kolejności była legenda polskiego heavy metalu/hard rocka – Turbo. Nie przepadam za nimi, jednakże Dorosłe Dzieci jakoś cały czas dorosłości, jakoś na doła przypominają, że ktoś dał „kiepski przepis na ten świat„. Publika się bawiła dobrze, ja także po raz trzeci wpadłem w tłum.
http://www.rockmetal.pl/galeria/turbo-rock.metal.fest.2010-krakow.10.html
I teraz totalna porażka. Czekałem na nich, myśląc, że na Knock Oucie ich nie znałem i może dlatego jakoś nie za bardzo mi się podobali. Frontside – co mogę napisać? Zawiodłem się na całej linii. Patrząc się na publikę byłem odosobniony, ale dla mnie – technika wykonania utworów, nagłośnienie było tragiczne!
http://www.rockmetal.pl/galeria/frontside-rock.metal.fest.2010-krakow.10.html
Później zmieniłem miejsce na bardzo bliskie sceny – prawie w samym tłumie czekając na Acid Drinkers jak i ocenić coś. Kurcze, zawiodłem się, może nie aż tak jak po Frontside. Ale mój pierwszy w życiu koncert – 17 lat temu był o niebo lepszy niż teraz. Titus jakiś zestresowany, nagłośnienie słabe. Nie był to koncert na miarę gwiazdy.
http://www.rockmetal.pl/galeria/acid.drinkers-rock.metal.fest.2010-krakow.10.html
KAT – szczerze? umierałem już ze zmęczenia, ale nie tylko ja i w połowie wyszliśmy. Moje spostrzeżenia – też mając na względzie koncert sprzed 17 lat – muzyka ta sama, ale wieku się już nie oszuka… Kostrzewski dawał radę, nagłośnienie też OK!
http://www.rockmetal.pl/galeria/kat.i.roman.kostrzewski-rock.metal.fest.2010-krakow.10.html
Moje subiektywne spostrzeżenia – Kraków rządzi, Klub Studio także – były wpadki – w trakcie Acidów nic już nie dało się zjeść (a my tylko po śniadaniu!). Wróżę Decapitated świetlaną przyszłość, w tym składzie – pomimo tragicznej przeszłości – pokażą na całym świecie co umieją. Dla mnie numer 1 technicznego Death Metalu!
Brakowało (czytaj nie było) koszulek z festiwalu, ale było trochę bardzo tanich płyt,więc zakupiłem całą (prawie) dyskografię mojego wielkiego nieobecnego Virgin Snatch.
Dziękuję jeszcze raz moim gospodarzom! Zastanawiałem się, czy może zamiast na Katatonię w Warszawie nie pojechać do Krakowa, bo tam ludzie się bawią… Zobaczymy… 1 Kwietnia – Stodoła – jestem!
Niedziela – czas wracać… Gdzie? Do domu? Eeee… Na delegację do Poznania – Wyjechałem z Krakowa koło 15tej a o 20tej już byłem na miejscu!
„Podróżniczy” weekend
Jutro zabieram zabawki i jadę pobawić się w innej piaskownicy. 🙂
Ze względu na to, że Warszawa, pomimo tego że chciałaby, nie jest kulturalną stolicą Polski, a jest nią, bez wątpienia, Kraków jadę sobie na piątkowy koncert Lao Che, a w sobotę dla odmiany Rock Metal Fest 2010, gdzie wystąpią polskie gwiazdy mocnego grania (szkoda, że nie będzie Virgin Snatch, ale będzie pierwszy raz Decapitated – pierwszy raz po wypadku z nowym wokalistą i perkusitą).
Nie będzie też tak łatwo w niedzielę bo nie wracam do Warszawy a jadę na delegację do Poznania, aby w poniedziałek rano być w pracy.
Tak więc będzie się działo!
PS. A co do wcześniejszego wpisu. Dziś rano zastałem moje biureczko posprzątane i wytarte Pronto 🙂 Ma się ten dar przekonywania.
Weekend has been over!
Cały weekend spędzałem z synem i chciałem w tym miejscu zacytować Frontside Zerwane więzi, ale nie znalazłem na youtube.
Więc żeby nie zostawiać miejsca pozostawię kawałek który mi się podoba
Black Label Society
Po death metalu przyszedł czas na posłuchanie jakichś spokojnych rytmów. Nie jest ekstremalnie ale jest spokojnie, przyjemnie i melodyjnie. Taka mieszanka – patrząc na całą dyskografię kapeli – Ozziego Osbourne’a, stoner rocka i troszkę grunge’u. Nie jestem fanem, ale przyjemnie posłuchać, na prawdę przyjemnie.
% z przeszłości dla przyszłości
Od wczoraj mam jakiś nieodpartą rządzę słuchania polskiego Death Metalu. Nie tego z pierwszej, pudelkowej, półki ale tej co w przeszłości, tego co dla mnie coś znaczył – Atrophia Red Sun, Decapitated, Sceptic. Sam nie wiedziałem, że te zespoły łączy jedna osoba – wokalista – Covan. Uległ on wypadkowi razem z Vitkiem Kiełtyką w wypadku na Białorusi – miał więcej szczęścia od Vitka, bo żyje. Ale co to za życie?
Dlatego, też zdecydowałem, że w tym roku przekażę 1% podatku na Adriana.
Czyli w zeznaniu podatkowym wybieram nazwę organizacji:
- Fundacja Anny Dymnej
Mimo Wszystko
- Numer KRS organizacji: 0000174486
- KONIECZNIE w rubryce
Informacje uzupełniające
:
Cel szczególnyAdrian Kowanek
. - Kwotę wpłaty
A na sam koniec powiązana z tym wypadkiem ballada Virgin Snatch – It’s time.
Szukajcie a znajdziecie
Nigdy nie lubiłem Death Metalu, ale w mojej młodości, kiedy byłem piękny, długowłosy, gniewny i młody, zjeździłem na moim walkmanie kasetę magnetofonową z polską kapelką death metalową – nie rozstawałem się z nią! Później, gdy już prawie nic z niej nie zostało, przez lata nie mogłem sobie przypomnieć jak się nazywała. Było coś Tho… a co dalej? Nie mogłem sobie przypomnieć czy to nazwa płyty była czy może kapelki. Dziś uparłem się, że znajdę to, co po prawie 15 latach, nie daje mi spokoju – wszedłem na wikipedię pod adres http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Polskie_zespoły_deathmetalowe i… od razu znalazłem – Hazael a płyta nazywała się Thor.
Dzięki internetowi nic nie ginie!
Sonisphere Festival
Zaczynam dmuchać na zimne, bo już nie raz zdarzyło mi się pomyśleć, że bilety do kupienia będą przed samym koncertem, a później tylko później żałowałem – Tydzień temu dowiedziałem się że wielu znajomych już kupiło bilety na Metallicę/Megadeath/Slayer/Antrax, twierdzili także, że zapewne już biletów nie ma, tak więc dzisiaj na wszelki wypadek kupiłem bilety na imprezę odbywającą się 16 czerwca na lotnisku Bemowo.
Do zobaczyska!

