Mniej niż tydzień…

Oj, dzieje się, dzieje – ten rok obfituje , jak rzadko w tym milenium, w dużą dawkę mocnej muzyki. W tym roku:
Alice In Chains (Black Gives Way to Blue)
Black River (Black’n Roll)
Rootwater (Visionism)
Samael (Above)
Vader (Necropolis)

Specjalnie nie wspomnę o Behmoth z Evangelionem, bo go nigdy nie lubiłem 🙂

Nowy Knock Out Festival w Krakowie 🙂 Dzięki któremu poznałem Hatesphere i Frontside.

Ale za tydzień będziemy mogli kupić nowego Slayera – World Painted Blood i nową płytę Katatonii – Night Is the New Day.

Oj… co się będzie działo.

Porządki na dysku

Jakoś mnie wzięło zrobić porządki… Siedziałem sobie w domu przez prawie pół tygodnia to ogarnąłem mieszkanie, ale dysk czekał latami. Sprzątnąłem, więc dzisiaj moją bibliotekę, która zaświeciła jeszcze bardziej… Sam nie wiem, czemu od kilku dobrych lat nie słuchałem Death’u? Nie mówię o pozerskich kapelkach, a o Chucku Schuldinerze. Znalazłem moją miłość, ostatnią płytę przed śmiercią, tego utalentowanego multiinstrumentalisty – The Sound Of Perserverance.

Melodyjność?

Wielu ludzi pyta mnie czemu skaczę, pieję, rozwodzę się nad Alice in Chains. Chyba muszę wyjaśnić tę zagadkę…

Nie ma w tym nic dziwnego, po prostu ta muzyka wchodzi w ucho, ale tak strasznie, że można sobie chodzić i nucić. To jest w innych wypadkach trudne – większości się nie da.

Po prostu należy oddać się słuchaniu, a nie robić scen, że wokalista to już nie ten… No nie ten… Ale przecież przedawkował, a że miał piękny głos to niestety razem z przedawkowaniem stracił wraz z życiem…

Alice in Chains

Przyznam szczerze, że za młodu nie lubiłem grunge’u ale bywało, że kupowałem płyty – plus dla mojej ex – gdy zobaczyła przecenioną płytę za grosze FaceLift to pokazała i kupiłem. Wiecie że ta płyta teraz jest dla mnie wyznacznikiem nowej płyty – też posiadanej oryginalnie.

Nie wiem czemu, ale chyba kiedyś, będąc „true” nie mogłem dojrzeć do genialnej muzyki! Płytę Black Gives Way to Blue polecam z całego serca, a jak ktoś nie ma kultowego już FaceLift to powinien od niego zacząć.

Oł jeeeeaaa!

I na koniec kawałek z moim naj, naj, naj ulubionym wokalistą (NIE ZWIĄZANYM Z AiC) 🙂

Black’n’Roll

Dzisiejszego wieczora podpanę wielu fanom Black River, może też  „wujkowi Krizowi”.

Spodziewałem się po drugiej płycie Black River czegoś tak samo doskonałego jak pierwsza płyta, ze zniecierpliwienia zrobiłem zamówienie przed premierą, wybrałem formę przesyłki – kurier. Czekałem… W dniu premiery na stronie zespołu pojawiły się wszystkie utwory. Spróbowałem je przesłuchać, lecz jakość ich nie sprostała moim oczekiwaniom jak i gustowi muzycznemu, więc poczekałem dzień, kiedy otrzymałem płytę.

Nie pisałem od razu tego, co po kilku przesłuchaniach czułem, chciałem się jakoś przekonać do płyty, ale niestety nie mogę inaczej (teraz to już po kilkudziesięciu) – spodziewałem się o wiele, wiele więcej.

Pierwsze skojarzenie po przesłuchaniu płyty – fajny Rock’n’Roll w wykonaniu przesterowanych gitarek i super wokalu. Dużo niebanalnych solówek, lecz… zero wyrazu i własnego stylu – płyta jest eklektyczna (za co plus), jak dla mnie słychać fascynację Motorhead, Danzig i starym mocnym rockiem. Ale także w kawałku Loaded Weapon niewprawny słuchacz może mieć problem z rozróżnieniem, czy to Rootwater, czy Black River (no może tylko technicznie – nic więcej).

Co jeszcze mi się nie podoba? Jak już pisałem wcześniej, Black River swoim wcześniejszym stylem – własnym, jedynym, niepowtarzalnym  – zabijało nowatorstwem, teraz mógłbym zakwalifikować po prostu Stoner Metal i nic więcej. Dodatkowo wygląda, że płyta była nagrywana na „szybciocha”, nic nie zaskakuje… Nie wiem, ale jakoś brakuje mi „jaja” z którym nagrywana była to pierwsza, może Taff za dużo gra z Rootwater, nie wiem…

Moja subiektywna ocena 2/5. Najlepszy kawałek – „Breaking the Wall”.

Polak, Węgier dwa bratanki…

W Polsce króluje na listach sprzedaży Behemoth i Vader. Mamy kupę świetnych kapelek, ja na przykład zamiast pojechać na wyjazd integracyjny idę do Stodoły na koncert Behemotha obejrzeć i posłuchać Black River 🙂 Po koncercie dojadę na wyjazd integracyjny….

Ale do rzeczy… Pisałem już że znalazłem węgierską Sepulturę, a teraz, dzięki pewnej pomocy udało mi się znaleźć lepszą perełkę – Stereochrist. Z danych jakie posiadam wydali dwie płyty: Dead River Blues (coś mnie te rzeki prześladują 😉 i Live as a Man (Die as a God). Nie chcę za dużo pisać zobaczcie i posłuchajcie.

Muzyka

Czy umiecie żyć bez muzyki?

Ja nie… Po prostu bez niej jest dla mnie za cicho, a gdy słyszę jakichś szarpidrutów to zawsze chcę ciszę, moją własną ciszę…

Od zawsze w samochodziku jeździ ze mną jakaś muza i gdy wychodzę z domu, gdzie grała np. Katatonia to w samochodzie zagra Opeth… Dzięki ostatnim życiowym zmianom dokładnie obserwuję rynek metalowo-muzyczny i pomimo tego, że jestem koneserem to wciąż poznaję nowe trendy… i tak jak mówiłem kupuję płyty, to należy się twórcom.

słuchający w tej chwili Lacrimas Profundere dobrawek

Knock out jeszcze raz

Na Death Angel nie zdążyłem, niedawno wróciłem z pracy 🙁

Ale właśnie tak wpadłem na pomysł, że osobom które nie znają kapelek przybliżę to co oglądałem.

Cynic:

Voivod:


Anathema:

Apocalyptica:

Frontside

The Dellinger Escape Plan

Hatesphere

Meshuggah:

Testament

Knock Out Festival

Heh… Nie miałem nic w planie na weekend, ale po tym tygodniu wreszcie zajmę się sobą. Niechcący przed chwilą się wprosiłem do Krakowa 🙂

Jutro z samego rana ruszam. Opiszę, obiecuję!

Dzięki kriz!

Scars on Broadway

Przez długi czas broniłem się, aby kupić sobie płytę Darona Malakiana z System Of a Down. Strasznie niepodobał mi się kawałek „They say” puszczany do znudzenia w radio. Ale jakoś sie przezwyciężyłem i właśnie przesłuchuję po raz trzeci płytę.

Zawsze wydawało mi się, że Sergj Tankjan jest głową zespołu i bez niego nie da się zagrać czegoś energicznego, jednocześnie oryginalnego. Teraz wiem, że Tankjan zaśpiewał solo super kawałek – „Empty Walls”, a Malakian nagrał super płytę „Scars on Broadway”.